Dzień "Maratończyka" - Wyprawa do Kadłubka

Rechtór

9.10.2016r.

Piknik w kadłubku

 

Maratończyk to ma szczęście. Termin organizowanej przez niego wyprawy wypadł po tygodniu ciągłych opadów, ale w ten jeden dzień odgórne czynniki odpowiedzialne za deszcz wzięły sobie wolne i zrobiło się całkiem ładne okno pogodowe. Na rynku zebrało się zatem kilkunastu Ondraszków i sympatyków z zamiarem dotarcia do Ochab, gdzie miał nas oczekiwać prowadzący. Dojechaliśmy tam przez Dębowiec, a nasz peleton rósł w siłę jeszcze po drodze. W miejscu startu, czyli boisku LKS Ochaby wraz z Maratończykiem oczekiwał też spory tłumek kolarzy, tak, że razem było nas 29 Prowadzący objaśnił pokrótce trasę i wyruszyliśmy w stronę Zaborza, Chybia docelowo do Zarzecza. A że drogi i dróżki którymi jechaliśmy były ta mocno poplątane, już wkrótce nikt z nas nie wiedział gdzie się znajduje (no, może za wyjątkiem właścicieli GPS-ów).Tak czy inaczej dojechaliśmy w końcu do miejsca docelowego, czyli dawnej strażnicy OSP i sąsiadującej z nią kapliczki. Są to jedyne pozostałości po tej dzielnicy Zarzecza, która w 1956r. w całości zniknęła pod wodami zapory goczałkowickiej. W strażnicy urządzono izbę pamięci nieistniejących już miejsc oraz ekspozycję przyrodniczą okolic. Warto dodać, że w Zarzeczu niedaleko stąd, a obecnie już pod wodą zapory znajdował się też dom rodzinny słynnego aktora komediowego Bogumiła Kobieli „Bobka”.

A dlaczego miejsce nazywa się Kadłubkiem? Otóż na drewnianej wieży strażnicy umieszczono budkę lęgową, dla ptaków czyli właśnie kadłubek i stąd nazwa. Pod nim oczekiwali nas już opiekunowie tego miejsca, którzy opowiedzieli wiele ciekawych szczegółów o historii okolicy. Wynikało z niej, że mieszkańcy po dziś nie mogą się pogodzić z utratą ojcowizny i choć minęło już 60 lat od czasów gdy ich domy rozebrano pod budowę zapory, to co roku spotykają się tutaj wspominając dawne, dobre czasy.

Tymczasem Śmig z kilkoma Ondraszkami zadbał o to, aby zapłonęło ognisko i rozpoczęliśmy urocze biesiadowanie korzystając z przywiezionych wiktuałów. Gwarek zabrał też organki z których zrobił użytek, ale jakoś nikt nie zabrał śpiewnika. A, że czas płynął szybko i wesoło, a wieczór robi się już teraz wcześniej Maratończyk zatrąbił na odwrót. Do Cieszyna wracaliśmy przez Frelichów, Chybie, Drogomyśl i w Ochabach zamknęliśmy pętle tej wspaniałej wycieczki. Przejechałem ok.60 km.

GALERIA ZDJĘĆ