Jezioro Dzierżno – zielony Górny Śląsk

Rechtór

2 - 3.07.2005

Tym razem mieliśmy do dyspozycji transport własny a zatem wobec dość płynnej listy chętnych największy problem był z upakowaniem wszystkich do aut. Ostatecznie nad jeziorem w promieniach porannego słoneczka pojawili się: Bogdan, Wisienka, Zbyszek "Rechtór" z rodzinkami oraz Beata, Małgosia, Maryla -"Rozstrzapek" i Władek. Na miejscu oczekiwali już nasi dawni znajomi: Mariusz oraz Benia.

Zakwaterowanie przebiegło bardzo sprawnie, więc szybko mały peletonik kolarski ruszył na trasę. Pierwszy przystanek to drewniany kościół w Poniszowicach, gdzie proboszcz zapoznał nas z bogatą historią parafii. Następne atrakcje na trasie to kościółek w Rudzinicu, pałac w Pławniowicach oraz ludwisarnia w Taciszowie. Dzięki uprzejmości p. Felczyńskiej jesteśmy teoretycznie przygotowani do tego ciekawego zawodu, w którym produkcja wygląda jak za króla Ćwieczka. W życiu bym nie przypuszczał, że aby odlać dzwon należy zgromadzić m.in. stare gazety (najlepiej "Wyborczą"), łój, masło, końskie g..., słomę, glinę, spiż i kilka innych egzotycznych dodatków. Dodatkową przygodą było kilkakrotne przekraczanie Kanału Gliwickiego, na którym panował spory ruch.

Po południu w rolę kapitana przedzierzgnął się Mariusz a reszta Ondraszków stanowiła "majtki" pod żaglami Omegi. Do późnego wieczora Mariusz snuł wspomnienia ilustrowane przeźroczami ze swoich dalekich morskich wypraw.

Następnego dnia uczestniczyliśmy w polowej mszy św., która obywała się w sąsiednim ośrodku jako jeden z elementów rowerowego rajdu rodzinnego organizowanego przez kolarzy z Pyskowic. Objechaliśmy również na rowerach jezioro dookoła odkrywając przy okazji kilka ciekawych przystani. Po południu znów staliśmy się załogą wielkiej dwumasztowej jednostki. Część z nas stanowiła balast a reszta pod dowództwem Mariusza pociągała za szoty. Jednomyślnie również uchwaliliśmy, że wyprawę nad Dzierżno wpisujemy do kalendarza jako stałą pozycję. A zatem ....ahoj do następnego razu!