Aktualności

Relacja z pobytu na Śląsku w sierpniu 2020 r.

Czorno

3-6.08.2020 r.

 

RELACJA Z POBYTU NA ŚLĄSKU W SIERPNIU 2020 r.

 

Sezon pandemiczny "Ondraszek" już zakończył (bez naszego udziału...) i nawet rok 2020 się skończył, a ja jeszcze nie opisałam ostatniej tury naszego rodzinnego sezonu w odosobnieniu od Klubu. Z powodu niebezpieczeństwa zakażenia się COVIDEM-19 cały czas ograniczaliśmy kontakty do niezbędnego minimum, także z rodziną i nadal to czynimy. Kiedy więc Wojtek, nasza młodsza jesieniorośl, wyjechał z Rodzinką na tydzień na Mazury, Ich lokum uczyniliśmy bezkontaktową bazą wypadową. I tak od niedzieli 2 sierpnia byliśmy w Tychach, gdzie na osiedlu na literę "B", w odległości 5 minut drogi od stacji Szybkiej Kolei Miejskiej (w rzeczywistości raczej aglomeracyjnej), mają mieszkanie w/w Wojtkowie, bez żadnej zwierzyny żywej :). Od rana więc, po różnych zajęciach własnych wyruszaliśmy w drogę.

Nie tak intensywnie, jak zazwyczaj, wykorzystywaliśmy rowery - z różnych powodów, o których poniżej.

I tak w niedzielę tylko spacerowaliśmy w upale po osiedlu "B", lawirując w tłumie Tyszan, by zachować odległość od nich.

W poniedziałek, przy pięknej pogodzie ruszyliśmy w kierunku Promnic, przez Kobiór, jednak restauracja była nieczynna, kawę wypiliśmy więc dopiero nad jez. Paprocany, z pięknie zagospodarowanym nabrzeżem wokół – ludzi jednak stosunkowo mało – pandemia...

We wtorek na odmianę padało od rana, więc piechotką udaliśmy się na w/w stację i pojechaliśmy do Katowic, by zwiedzić Muzeum Śląskie, w zrewitalizowanych za unijne środki obiektach po KWK KATOWICE. Bardzo ciekawie i nowocześnie zorganizowane muzeum, budynki ładnie odnowione i przystosowane do interaktywnego zwiedzania, również teren pomiędzy nimi fajnie zagospodarowany, w tym łąki kwietne z przegorzanem (mamy 3 takie krzaczki na działce) i ziołami różnymi, wokół których pewnie w pogodne dni uwijają się różne owady.

W środę, już obeznani z zasadami zakupu biletów, spakowaliśmy sakwy, zabraliśmy rowery i dojechaliśmy na stację, po krótkim oczekiwaniu nadjechał pociąg. Wagon dla rowerzystów był na samym końcu, więc przemaszerowałam cały skład, by kupić bilety. Teraz już nie pamiętam ceny, ale podróż była bardzo tania. W Katowicach tuż koło dworca PKP przebiega ścieżka rowerowa, dojechaliśmy nią do Informacji Turystycznej, dostaliśmy mapki tras i… ruszyliśmy ku przygodzie. Najpierw ścieżka zaprowadziła nas pod Spodek. Tu było niezłe zamieszanie, bo organizatorzy przygotowywali trasę mającego się odbyć nazajutrz inauguracyjnego wyścigu Tour de Pologne. Nawet patrzyłam, że te barierki wytyczające drogę kolarzom ustawili blisko torów tramwajowych. Trudno było jednak przypuszczać, że w ferworze walki o wygraną jeden z kolarzy pojedzie nie fair! My pojechaliśmy dalej, za cel obrawszy zabytkową dzielnicę Giszowiec – właściwie ocalałą część tej dzielnicy domków jednorodzinnych, z pięknym budynkiem Domu Kultury położonym wewnątrz ogrodu i kawiarenką, w której serwowano świetną kawę. Po drodze natrafiliśmy na przeszkodę w postaci odbudowy drogi i mostu zawalonego jakieś 4-6 tygodni wcześniej - objechaliśmy ją bardzo dużym łukiem, przez las, trafiając właśnie na pamiątkę po kopalniana w postaci wagonika na trawniku (patrz jeden z fotosów). Stamtąd, jadąc "za tropem" przez las dotarliśmy do Nikiszowca, również zabytkowej dzielnicy mieszkaniowej, jednak domów wielorodzinnych, wybudowanych kiedyś dla rodzin górniczych. Pięknie rekapitalizowane osiedle. Zajrzeliśmy do Kościoła, na Pocztę i do dawnej Biblioteki, Muzeum Nikiszowca oraz na jedno ze wspólnych dla kilku budynków podwórek, do które wjeżdża się przez tunele w tych budynkach. Taki znak czasu zarejestrowałam: w otwartym oknie na parterze młoda kobieta wschodniej urody, a przed nią na parapecie posążek Buddy. W bardzo przecież tradycyjnie katolickim górniczym stanie to ciekawostka raczej, a może znak końca górnictwa, nadchodzący niewątpliwie... W parku naprzeciw Poczty zjedliśmy naszą wałówkę. Wracaliśmy do Tychów ścieżką poprowadzoną bocznymi, mało uczęszczanymi drogami z wydzielonym pasem rowerowym, m.in. przez osiedle wielorodzinnych budynków – Katowice musiały się dogadać ze Spółdzielnią i wspólnotami – parkiem i leśną dróżką, przez mostek na rzece Kłodnicy, przy której się wyfociłam. Dzieciństwo i nastoletni czas spędziłam przecież w Kłodnicy, osiedlu włączonym w trakcie reformy administracyjnej w 1975 r. do Kędzierzyna-Koźla.

W czwartek dotarliśmy do Katowic wczorajszym sposobem, by pojechać do Chorzowa. A tam, dojechawszy przez Park Katowicki z pięknymi rabatami kwiatowymi i dużym, starym drzewostanem, objechaliśmy lasy wokół ogrodu zoologicznego istniejącymi ścieżkami rowerowymi, które się jeszcze rozbudowują, a potem, zostawiwszy rowery na parkingu przy kasach zwiedziliśmy zoo – byliśmy tu ostatnio, gdy nasi synowie byli dziećmi… Wróciliśmy na kwaterę przez Brynów i Murcki, przepięknie poprowadzoną ścieżką, jednak zmęczeni upałem. Obiad zjedliśmy w małej restauracyjce blisko Browaru tyskiego.

Wieczorem zdecydowaliśmy, że wrócimy do Cieszyna w piątek, by upały lepiej znieść na naszym, cieszyńskim basenie!

Przejechaliśmy 146 km, głównie rowerowymi ścieżkami lub udostępnionymi dla rowerzystów chodnikami, niekiedy drogą głównie samochodową.

Podsumowując stwierdzam ponownie: Piękna nasza Polska cała – także w Jej centrum (no prawie) . Śląsk zaskoczył nas swoją przyrodą, parkami, mnogością ścieżek rowerowych, którymi mogliśmy bez problemu wrócić z Katowic, Promnic czy Chorzowa do Tychów, za każdym razem inaczej, ale zawsze ciekawie. I na pewno musimy tu jeszcze wrócić, bo nie cały plan zrealizowaliśmy.

Szczegóły - na zdjęciach, do obejrzenia których zapraszam.

 

[GALERIA ZDJĘĆ - Paparazzi]

 

Ala - Czorno

Pojezierze Drawskie – obóz rowerowy - 23-29.08.2020 r.

Roztrzapek

23-29.08.2020 r.

 

Pojezierze Drawskie – obóz rowerowy

 

Niedziela 23.08.2020 - 4 samochody załadowane po brzegi - 12 osób. Startują z Pogwizdowa w kierunku Pojezierza Drawskiego. Obszar o urozmaiconym krajobrazie z licznymi punktami widokowymi, predysponowany do turystyki pieszej, rowerowej, konnej i spływów kajakowych. Liczne jeziora stanowią bazę dla żeglarzy i wędkarzy. Północna i środkowa część często określana mianem "Szwajcarii Połczyńskiej". W miejscowościach zabytkowe budowle sakralne, pałace z parkami i cmentarze. Około godziny 15 z minutami dojeżdżamy miejscowości Głęboczek nad jeziorem Krosino położonej 5 km po piaszczystej drodze od Czaplinka. Głęboczek – wieś sołecka w Polsce położona w województwie zachodniopomorskim, w powiecie drawskim, w gminie Czaplinek. W roku 2011 wieś liczyła 41 mieszkańców. Cisza, jezioro, lasy... i oto tu chodzi. Mieszkając na terenie tej agroturystyki mieliśmy wrażenie, że mieszkamy na końcu świata – że nikt Nas tu nie znajdzie. Przedstawiam Wam uczestników tego wyjazdu. To Ania i jej mąż Janek, Aleksander "Olo" i jego syn Beniamin, Maryla i Piotr. Mieszkali razem mając pokoje 2-osobowe z łazienkami, wspólny przedpokój i "wypasioną" kuchnię. Pozostali to organizatorzy Małgosia i Kazik oraz Teresa i Mirek, Henryk i "Szykowno" czyli Beata. Wieczorek zabrzmiały śpiewy Teresy i Piotra. Organizatorzy to grupa kolarska "Przerzutka" z Zebrzydowic i uczestnicy - kolarze z TKK PTTK "Ondraszek" w Cieszyna.

Poniedziałek 24.08.2020 - Ogólnie podzieliliśmy się na dwie grupy. Bardziej szybka i "szybka". Do "szybkiej" należał Piotr, Maryla, Ania i Janek. Przejechaliśmy 65 km. Żeby dojechać do normalnej drogi to najpierw należało przejechać przez piachy, żwir co dało nam na dzień dobry "dobrego kopa". W ten dzień zwiedzaliśmy najbliższe miejscowości jak Siemczyno. To wspaniała miejscowość położona niemal na styku czterech, niezwykle atrakcyjnych turystycznie krain Pomorza Zachodniego: Pojezierza Drawskiego, Szczecineckiego, Wałeckiego oraz Równiny Drawskiej. W samym Siemczynie można spędzić czas wypełniony licznymi atrakcjami, ale i okoliczne regiony oferują naszym gościom moc niezwykłych, a czasami wręcz ekscytujących doświadczeń zarówno dla miłośników przyrody, dla pasjonatów spotkań z żywą historią wśród niezwykłych zabytków, jak i dla tych, którzy po prostu szukają aktywnego wypoczynku pieszo, rowerem lub nad wodą. Złocieniec – miasto w północno-zachodniej Polsce, w woj. zachodniopomorskim, w powiecie drawskim, Położone na Pojezierzu Drawskim, nad rzekami Drawą i Wąsową. Czaplinek – urocze miasteczko położone na przesmyku między dwoma jeziorami: Drawsko i Czaplino. Tutaj rozpoczyna się jeden z najpiękniejszych szlaków kajakowych rzeką Drawą Kardynała Karola Wojtyły. Teren po którym jechaliśmy urzekł nas swoim pięknem, ciszą w starym lesie, gdzie historia obijała się o ich konary i bezkresem pól zamkniętych dalekim horyzontem. Wieczorem odbywały się spotkania przy których wrażenia z danego dnia zakrapiane były różnymi trunkami.

Wtorek – 25.08.2020 - Głównym naszym celem było zwiedzanie Połczyna – Zdroju. Nasza grupa pojechała samochodem do Połczyna. Na rowerze zwiedzaliśmy Tychowo - przejechaliśmy 55 km. Atrakcją dla rowerzystów i osób aktywnie spędzających czas wolny w Połczynie i okolicach jest ścieżka rowerowa Szlakiem Zwiniętych Torów z Połczyna Zdroju do Złocieńca. Trasa długości około 27 km prowadzi dawnym nasypem kolejowym.

Środa 26.08.2020 - Przejechaliśmy 70 km czyli najwięcej ze wszystkich dni. Na domiar złego było zimno, bardzo porwisty wiatr i ogromny deszcz. Czasami jechaliśmy otwartym polem i pod wiatr co bardzo dało nam się we znaki Natura dała znać "kto tu rządzi". To wszystko działo się jak wracaliśmy czyli 40 km. Wcześniej zwiedziliśmy Mirosławiec, złożyliśmy hołd żołnierzom, którzy tam zginęli. 23 stycznia 2008 roku, pod Mirosławcem w Zachodniopomorskiem rozbił się wojskowy samolot CASA. Zginęło 20 żołnierzy, w tym 16 wysokiej rangi oficerów. Żołnierze wracali z konferencji o bezpieczeństwie lotów. W miejscu katastrofy ustawiono głaz z tablicą w kształcie pękniętej szachownicy, tablicę z listą ofiar, krzyż i ocalały statecznik samolotu z numerem taktycznym maszyny 019.

Czwartek 27.08.2020 - Trasa samochodem. Dzisiaj jest dużo deszczu czyli "ciągle pada" tak jak w piosence. Tylko dwaj śmiałkowie wyruszają na trasę to Aleksander Sorkowicz oraz Kazimierz Holisz. Dwoma samochodami pojechaliśmy do Bornego Sulinowa. Borne Sulinowo – leśne miasto – przez ponad pół wieku wycięte ze struktury terytorialnej kraju. Na mapach Polski pojawiło się dopiero w 1992 r. po wyjeździe ostatniego transportu żołnierzy rosyjskich. Militarne ślady przeszłości ukształtowały dzisiejszy obraz miasta. Dawny poligon z wrzosowiskami oraz wkomponowane w przyrodę pozycje Wału Pomorskiego stworzyły tu jedyny w swoim rodzaju "turystyczny poligon".

Piątek 28.08.2020 - Nie pada – możemy jechać na rowerze. W ten dzień pokonaliśmy trasę o długości 55 km. Z Głęboczka, gdzie mieszkaliśmy 5 km po piaskach kałużach, czasami trzeba było zsiąść z roweru. Następnie główna trasą krajową nr 20 Złocieniec – Drawsko – Pomorskie. Drawsko Pomorskie (niem. Dramburg) – miasto w północno-zachodniej Polsce, w województwie zachodniopomorskim, siedziba powiatu drawskiego oraz gminy miejsko-wiejskiej Drawsko Pomorskie. Od roku 1946 na południe od miasta znajduje się Poligon Drawski, jeden z największych poligonów w Polsce i Europie. Nasza grupa rozdzieliła się na A i B. Do "A" należał: Piotr Holisz (prowadzący), Maryla, Janek, Terenia i Ania. Postanowiliśmy jechać drogą lokalną przez Gudowo – Linowo – Lubieszewo – Kosowo i do Złocieńca. Droga dłuższa, pagórkowata, ale bez jadących tirów.

Sobota 29.08.2020 - Dzień pochmurny. Dzisiaj spływ kajakowy rzeką Drawą. Jeden z najpiękniejszych szlaków wodnych Polski, nosi imię Kardynała Karola Wojtyły, który kilkukrotnie pokonywał go kajakiem. Wypływ z jeziora w kierunku Rzepowa to miejsce bajeczne. Z Rzepowa dopływamy Drawą, która latem szczególnie w ostatnich latach jest uboga w wodę. Kajakarze szukają wtedy miejsc najgłębszych płynąc slalomem. Dopływamy do wsi Głęboczek, w której znajduje się zabytkowy i mocno zniszczony budynek młyna. Budowla zabezpieczona jest wieloma drewnianymi podporami. Budynkowi towarzyszy zniszczony, ale piękny i ciekawy próg wodny. To miejsce pokonujemy przenosząc kajaki lewym brzegiem Drawy. Płyniemy dalej wpływamy do jeziora, gdzie musieliśmy szukać miejsca w wśród szuwarów do naszej mety. Płynęło 5 kajaków. Rzeka Drawa, płytka, pełna kamieni przeszkód w postaci powalonych drzew. Dobrze, że ze mną jechał Piotr (mąż), który jak trzeba było to wysiadał (często) z kajaka, przesuwał go razem ze mną po kamieniach, skałach oraz po powalonych drzewach (to był widok). Na metę przyjechała p. Monika właścicielka agroturystyki i kajaków. Zabrała nas do samochodu, a niektóre osoby na kajakach, które były umocowane na odpowiednim sprzęcie. Dzisiaj pożegnanie. Odjeżdżają do domu - Olo, Benek, Janek, Ania. A My dalej w Polskę do granicy trzech państw tzw. trójstyk Litwa, Rosja, Polska. Region Garbatych Mazur.

 

[GALERIA ZDJĘĆ - Roztrzapek]

 

Roztrzapek

Żelaznym Szlakiem z Gwarkiem

Szykowno

27.09.2020 r.

 

Żelaznym Szlakiem z Gwarkiem

 

Zebraliśmy się na rynku, aby wyruszyć z Kazikiem "Gwarkiem" trasą Żelaznego Szlaku. Na starcie byli: Szykowno, Roztrzapek, Gwarek, Śmieszek, Mileczek, Olo, Bystry, Paparazzi i Józek. Pojechaliśmy w kierunku Kaczyc, gdzie dołączyli "Miodzio" z "Roztomiłą" i "Ziołowy".

Żelaznym Szlakiem pojechaliśmy przez Karwiną do przejścia w Zawadzie i obraliśmy kierunek na Godów. Żelazny Szlak zaprowadził nas do Jastrzębia. Tam w parku Zdrojowym czekali na nas koledzy koledzy z Zebrzydowic. Po krótkim wypoczynku, zrobieniu pamiątkowej fotki i ustaleniach co do dalszej trasy, pojechaliśmy do Zebrzydowic. Tam w rolę przewodnika wcielił się kolega Heniek z Przerzutki, który poprowadził nas ciekawą trasą poprzez boczne drogi tak, abyśmy dojechali bezpiecznie na obiad do Zameczku w Kończycach Małych.Stamtąd każdy już obrał sobie najlepszą drogę do domu. W sumie przejechaliśmy ok 75 km.

 

[GALERIA ZDJĘĆ - Paparazzi]

 

 

Wyprawa w Karkonosze po raz wtóry!

Rechtór

28-30 sierpnia 2020 r.

 

Karkonosze po raz wtóry!

 

Pamiętając naszą ubiegłoroczną wyprawę na Szrenicę oraz wiedząc, że jeszcze dużo nam zostało do zobaczenia duet Jędruś i Apanaczi postanowili temat Karkonosze pociągnąć dalej. Tym razem mieliśmy eksplorować okolice bliższe Śnieżki, a naszą bazą było leżące nieopodal duże schronisko nazwane Strzecha Akademicka.

W składzie 33 uczestników, w tym 11 Ondraszków Jędrusiowym autobusem wyruszyliśmy w stronę Karpacza. Po drodze zwiedziliśmy bardzo interesujące Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu. Muzeum zlokalizowano na zapleczu amfiteatru, gdzie odbywają się coroczne festiwale. Ale jak w muzeum wyeksponować coś tak nieuchwytnego jak piosenka? Okazało się że można, gdyż ze słuchawkami na uszach parę godzin wędrowaliśmy pomiędzy panelami dotykowymi, z których można było odsłuchać informacje o kompozytorach, muzykach, wykonawcach, a także i karierze piosenek, z których wiele po dziś jest szlagierami. Była to naprawdę fascynująca podróż po muzycznej czasoprzestrzeni.

Śpiewająco ruszyliśmy dalej, i późnym popołudniem, obładowani bagażami wyruszyliśmy pieszo z Karpacza do naszego schroniska. Szlak zaprowadził nas najpierw do niewielkiego, ale klimatycznego schroniska Samotnia stojącego tuż obok Małego Stawu w malowniczych Śnieżnych Kotłach. Oba schroniska pamiętają jeszcze czasy, gdy Karkonosze nazywały się Riesengebirge czyli Góry Olbrzymie. W odróżnieniu od Samotni Strzecha Akademicka, zwłaszcza pod względem wyposażenia przeniosła nas do epoki siermiężnego socjalizmu. No cóż obecnie to też już historia, tyle, że tutaj nadal użytkowa. Rekompensatą była obszerna świetlica, która bardzo się nam przydała do wieczornych spotkań przy gitarze. A raczej przy dwóch, bowiem byli z nami obaj wirtuozi: Andrzej i Józek.

Rankiem następnego dnia przywitał się z nami Robert, przewodnik z Jeleniej Góry, dobrze nam znany z poprzedniej wyprawy. Pokrótce nakreślił plan wycieczki. Wynikało z tego, że cały dzień spędzimy po czeskiej stronie Karkonoszy. Trzeba dodać, że w Polsce leżą tylko północne stoki gór, więc po drugiej stronie możliwości zwiedzania jest dużo więcej. Wyszliśmy niebawem na graniowy szlak dawniej nazywany "Przyjaźni Polsko-Czechosłowackiej", a obecnie "Polsko-Czeskiej", z którego skręciliśmy łącznikiem do górskiego hotelu "Lučni Bouda". Jest to kompleks kilku sporej wielkości budynków w których ulokowano hotel ze spa, restaurację, a nawet mały browar produkujący piwo o intrygującej nazwie "Paroha" i sugestywnym logo. Jak wyczytaliśmy wśród rozlicznych propozycji, można nawet skorzystać z piwnej kąpieli!. Czego to ludzie nie wymyślą...

Turyści, tacy jak my wyglądali tutaj jakby z innej bajki, więc nie korzystając z tych kąpieli ruszyliśmy dalej. Naszym celem była dookolna trasa wokół Owczego Wierchu. Najpierw długo schodziliśmy głęboko wciętą doliną prawie do Špindlerowego Mlyna, a następnie trawersując zbocze Owczego Wierchu i kontemplując widoki dotarliśmy do doliny Białej Łaby i schroniska tam położonego. Następnie pracowicie musieliśmy się wspinać się do góry, aż do miejsca z którego wyszliśmy. Trasa była na kilkanaście kilometrów, stąd nasza początkowo zwarta grupa z czasem się podzieliła na wiele małych zespołów, w zależności od możliwości kondycyjnych. Dopiero wieczorem spotkaliśmy się wszyscy na naszym kolejnym piosenkarsko-gitarowym recitalu, który oczywiście mocno się przeciągnął w czasie.

Niedzielny poranek przywitał nas niestety gęstą mgłą i drobnym deszczem. Specjalnie nam to jednak nie przeszkadzało, bo i tak schodziliśmy do cywilizacji. Objuczeni plecakami zeszliśmy powoli do Karpacza, gdzie przy świątyni Wang Robert podzielił się swoją olbrzymią wiedzą na temat tego uroczego kościółka i jego zawiłych losów. W drodze powrotnej mieliśmy jeszcze do zrealizowania dwa punkty programu: Chełmsko Śląskie oraz Krzeszów. Chełmsko to przygraniczne miasteczko, a od 1945 r. wieś, która dysponuje wielu atutami: historycznym kościołem, całkiem sporym rynkiem otoczonym barokowymi kamieniczkami z podcieniami i ratuszem. Naprawdę nieczęsto się zdarza, aby wieś miała tak typowo miejską zabudowę. Na dodatek widać było, że tutaj dosłownie czas się zatrzymał, więc Chełmsko można by wykorzystać na wdzięczny plener do historycznych filmów. Szczególnym powodem do odwiedzin to "dwunastu apostołów". Jest to kompleks uroczych jedenastu zrośniętych ścianami, drewnianych domków pochodzących z XVII w. Mieszkali w nich i pracowali tkacze z miejscowej manufaktury. A gdzie dwunasty domek – apostoł? Ten leżący nieco na uboczu i nieprzypadkowo nazwany Judaszem już dawno się spalił.

Leżący bardziej na wschód Krzeszów to jeszcze mniejsza wioska, ale bardzo znana z ogromnego kompleksu XVIII w. klasztoru Cystersów. Już z daleka są widoczne dwie wysokie (68 m!) wieże bazyliki kolegiackiej Wniebowzięcia NMP. Wg Roberta już sama elewacja ozdobiona nadnaturalnej wielkości rzeźbami ustawionymi na kilku piętrach, jest ilustracją biblijnej opowieści. Wnętrze to Sanktuarium MB Krzeszowskiej, do której zdąża wiele pielgrzymek. Trzeba dodać, że niewielkich rozmiarów obraz MB nieco się gubi pośród zdobień ogromnego ołtarza. Do prezbiterium przylega z kolei kaplica - mauzoleum dwóch Bolków - książąt z linii Piastów Śląskich z XIV w. Bardzo interesujący jest również sąsiedni kościół św. Józefa, którego wnętrze sławny "Śląski Rafael" M.Wittmann ozdobił cyklem sugestywnych fresków przedstawiających "radości" i "smutki" z życia patrona. Biblijne treści malarz umieścił na tle oryginalnego śląskiego krajobrazu, a w kilku scenach nawet sam się sportretował. Całość jest od niedawna wspaniale odnowiona, a zatem nic dziwnego, że dysponując takimi skarbami Krzeszów stara się o umieszczenie na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Po tej prawdziwej uczcie duchowej na pobliskiej stacji kolejowej pożegnaliśmy naszego mentora i już późnym wieczorem, pełni wrażeń dojechaliśmy do Cieszyna.

Podsumowując, choć pogoda nas nie rozpieszczała, wycieczka była wspaniała i myślę, że warto ten region dalej eksplorować choćby w następnym roku.

 

[GALERIA ZDJĘĆ - Rechtór]

 

 

Rechtór-Zbyś