5.07.2025 r..
Fu Wymysiőejer kultűr – wyprawa do Wilamowic
Skiőekumt!* powitałem wszystkich na początku naszej rowerowej wyprawy, a widząc rozdziawione buzie uczestników dodałem jeszcze: Wymysoű ej a' śejny, kliny śtot.**
Tak zaczęła się nasza wyprawa do niewielkiej obszarowo, ale przebogatej kulturowo enklawy jakiej nie ma w całej Europie. Wilamowice to małe miasteczko położone zaledwie 15 km w linii prostej od Bielska Białej, posiadające swój własny unikatowy język oraz wyjątkowy strój. Aby zobaczyć te dziwy 13 Ondraszków (a 3 jeszcze nas czekało na trasie) spotkało się przed dworcem PKP w Bielsku-Białej. Trasę przygotowałem na bazie wyznaczonej w terenie lecz dawno nie odnawianej rowerowej trasie "Wilamowski szlak ogrodów". Wcześniej ją jeszcze w całości przejechałem i dostosowałem pod potrzeby naszej wyprawy. Pierwszy dłuższy postój nastąpił w Starej Wsi, gdzie przywitał nas proboszcz ks. dr Szymon Tracz. Otworzył nam piękny drewniany kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego z 1522r. i w bardzo zajmujący oraz profesjonalny sposób opowiedział o jego historii. Już z jego wypowiedzi i sformułowań wynikało, że jest specjalistą w branży, i jak się okazało pełni funkcję Diecezjalnego Konserwatora Zabytków Architektury i Sztuki Sakralnej Diecezji Bielsko-Żywieckiej. Tak więc mogliśmy wysłuchać wykładu na naprawdę wysokim poziomie. Następnie zwiedziliśmy muzeum parafialne z całym szeregiem unikalnych eksponatów, nie wyłączając militariów. Nasz mentor przedstawił i opisał m.in. unikatową kapę liturgiczną z XVI w. wykonaną z strzyżonego adamaszku, a ja ze zdziwieniem spostrzegłem np. oryginalny rewolwer systemu Colta z XIX w., czyli niezbędnego rekwizytu w każdym westernie. Była tam też ampułka cynowa z zawierająca oryginalny akt erekcyjny kościoła z XVI w, która niedawno przypadkiem została znaleziona podczas renowacji ołtarza. Na zakończenie naszej wizyty zwiedziliśmy też odrestaurowaną drewnianą szkołę parafialną z 1787r. z wyposażeniem z epoki. Stąd do Wilamowic nie było już daleko malowniczą droga między stawami, i następne dwie godziny(!) spędziliśmy w niezwykłym Muzeum Kultury Wilamowickiej słuchając opowieści przewodnika - pasjonata tej kultury. Muzeum obchodzi właśnie pierwszą rocznicę powstania, i w bardzo zajmujący sposób opowiada o początkach i losach tutejszej mikrospołeczności. Narracja jest podzielona na cztery części: skąd przywędrowali przodkowie Wilamowian i czym się zajmowali, ich kulturę w tym szczególnie niezwykłe stroje przyciągające uwagę bogactwem form i kolorów, historię w okresie zaborów następnie ich stosunek do nacjonalizmów polskiego i niemieckiego w okresie II RP, okres II w. świat i co szczególnie przygnębiające represje jakim byli poddani bezpośrednio po wojnie, już w czasach PRL-u. Ostatnia część wystawy skupiała się na próbach i efektach ratowania tego, co z tej kultury jeszcze pozostało, w tym zwłaszcza języka. Zwiedziliśmy też wystawę czasową poświęconą postaciom z ludowych opowieści i wierzeń. Można tam było zobaczyć jak wygląda np. dziwożona, strzyga, bebok czy utopiec. Ciekawe, że część z tych straszliwych kreatur czyhała na biednych chłopów kiedy utrudzeni pobytem w karczmie próbowali wrócić do domu. Strach się bać!
Na zakończenie pięknie podziękowaliśmy przewodnikowi wręczając nasz pamiątkowy proporczyk, i po tej przebogatej strawie duchowej podjechaliśmy do miejscowej rest. "Rogowa" podreperować nasze siły cielesne. Pani za ladą początkowo próbowała nas zniechęcić do zamawiania czegokolwiek podając niebotycznie długi czas oczekiwania, ale widząc naszą determinację nadspodziewanie szybko się uwinęła z zamówieniami.
Pośrodku rynku stoi pomnik św. abp Józefa Biby-Bilczewskiego, który tutaj się urodził w 1860r. W 1900 r. doszedł do godności metropolity archidiecezji lwowskiej, gdzie zmarł w opinii świętości 1923r. W 2001r. został beatyfikowany przez JPII, a w 2005r. Benedykt XVI wyniósł go na ołtarze. Miejscowy kościół budowany w latach 1923-1993, którego pierwowzorem była katedra św. Stefana w Wiedniu w 2016r. został ustanowiony sanktuarium św. Józefa Bilczewskiego, jest on również patronem Wilamowic.
Tutaj też pożegnaliśmy się z niektórymi uczestnikami wycieczki, a reszta grupy malowniczymi i widokowymi dróżkami przez Hecznarowice dojechała do Pisarzowic, gdzie mieliśmy zamiar skosztować kawę po japońsku w tutejszym japońskim ogrodzie. Niestety kawiarnia była w całości wynajęta, więc pozostało nam tylko oglądnąć ogród. A kawę i inne co-nieco zaliczyliśmy w równie malowniczo usytuowanej kawiarni w centrum ogrodniczym p. Pudełko. Przy okazji powstała improwizowana plenerowa sesja zdjęciowa "Zakochani są wśród nas" 😃. Ostatnim punktem programu była wizyta w Sanktuarium MB Bolesnej w Hałcnowie - obecnie już dzielnicy B-B. Finalnie po długim zjeździe z hałcnowskiego kopca zamknęliśmy pętlę tej wycieczki przejechawszy 45 km. Tutaj też przeprowadziłem rozstrzygnięcie minikonkursu pytając o kolor oznakowania rowerowej trasy, jaka nam w dużej części towarzyszyła. Refleksem i spostrzegawczością wyróżniła się "Ośka" i to ona otrzymała flaszkę wspaniałego trunku "Chateou de Pawlik".
Dodam jeszcze, że zgodnie z prognozą "lampa" wisiała nad nami cały czas zawieszona na bezchmurnym niebie, więc czego chcieć więcej?.
-----------------------------------
w języku wilamowskim znaczy to:
* Witam!
** Wilamowice są pięknym małym miastem
Rechtór -Zbyś